wtorek, 8 grudnia 2009

S. Sontag


David Rieff,
W morzu śmierci. Wspomnienie syna, Wołowiec 2009.
Wspomnienia syna Susan Sontag.

"Temu, że najgorsze rzeczy w życiu zaskakują nas w najmniej oczekiwanych momentach, statystyka z pewnością zadałaby kłam. Ale gdy nas spotykają, prawie zawsze odnosimy takie wrażenie. I chyba mamy do tego podstawy. Przecież gdybyśmy nieustannie spodziewali się najgorszego, życie stałoby się absolutnie nie do zniesienia. W jednej ze sztuk Eliasa Canettiego bohaterowie krzątają się wokół swych codziennych spraw z zawieszonymi pod szyją medalionami, na których wyryta jest data ich śmierci. I w tym właśnie sęk: gdybyśmy mieli taką wiedzę, nasze życie stałoby się nieomal wyłącznie przedsionkiem śmierci. [...]
Śmierć, najstraszniejsze z nieszczęść, wale nas nie dotyczy, bo gdy my istniejemy, śmierć jest nieobecna, a gdy tylko się śmierć się pojawi, wtedy nas już nie ma, powiedział Epikur. Lecz matka pisała, że poza byciem niczego nie może sobie wyobrazić".



Z moich odkryć: gdzie najlepiej płakać? Odpowiedź: pod prysznicem. Wtedy nie widać łez ani śladów po nich, nic nie słychać, niewiele czuć. No i nigdy nie pada cień podejrzenia ze strony osób niepożądanych...

1 komentarz:

  1. Czytałam tę sztukę, nosi tytuł "Naznaczeni", w razie, gdybyś chciała ją odnaleźć.

    Sontag ma w wielu przypadkach rację. Tutaj zapewne też, bo kiedy patrzymy jednostkowo, trudno wyobrazić sobie coś poza opozycją być/nie być, cichym nieistnieniem a teraźniejszością. Ale zastanawiam się, jak odnieść jej słowa do przeszłości i historii, do dziedzictwa kulturowego, do tego wszystkiego, czego nie ma tylko namacalnie, a istnieje w umyśle zbiorowym. Czy Prousta naprawdę już nie ma?...

    A o tym, co pisze syn - zaskoczył mnie. Jako kronikarz odchodzenia matki wiedział dobrze, co ją spotka. Był zdziwiony, gdy końcu zmarła? A może stan ten był tak nie do zniesienia, że wykluczał świadomość najgorszego?
    Ponadto, może cytat zbyt krótki, ale nie widzę sprzeczności między stwierdzeniem Epikura a Sontag...

    Osobiście myślę, że trzeba, należy nosić w sobie świadomość śmierci nie zamieniając się w żywe przedsionki. Mi taka myśl towarzyszy, mobilizuje, zachęca do dalszych prób życia w pełni, szerzej, odważniej. Właśnie dlatego, że drugiego spektaklu nie będzie, że gramy premierę. Śmierć wcale nie jest taka zła, bać się jej nie trzeba.

    Wreszcie: o Twoim odkryciu. Moim jest takie: płacz głośny jest wyczerpujący, ale szczerszy od cichego. Zawsze, gdy ukrywam płacz, boli gardło i kurczą się mięśnie twarzy. Marzę o głośniejszym szlochu. Rzadko mam ku temu możliwość. A, że osoby niepożądane będą się dopytywać? Trudno...

    OdpowiedzUsuń