sobota, 12 grudnia 2009

Książki i obrazy są dziełem samotności


Samuel Beckett w eseju o Prouście:


"Sztuka to apoteoza samotności. Nie ma porozumienia, ponieważ nie ma środków porozumienia".
Książki są dziełem samotności i milczenia.

"Hopper: nie maluję smutku lub samotności; staram się jedynie namalować światło na tej ścianie. Przypomina się oczywiście Proust i słynna żółta plama na Widoku Delft, której poszukiwał Bergotte: Bergotte wlepiał wzrok w bezcenną ścianę, jak dziecko wpatruje się w żółtego motyla, którego pragnie pochwycić. »Tak powinienem był pisać – powiedział sobie. – Moje ostatnie książki są za suche; trzeba było je pociągnąć kilka razy farbą, uczynić każde zdanie cennym samo w sobie, jak ten fragment żółtej ściany«.

Hopper jest jak najdalszy od pragnienia Bergotte’a: nic u niego nie jest samo w sobie, wszystko odsyła gdzie indziej, choć mami pozorem zatrzymanej chwili. Obrazy Hoppera to gęste siatki referencji, podobne do gęstwy, na której dryfują jego domy. Nie chodzi mi jednak o zwykłe kulturowe odniesienia i cytaty, które bawić mogą krytyków przed czterdziestką, lecz o to, że obrazy Hoppera bardzo mnie poruszają, bo myśli, które kiedyś odrzucałem jako nie moje, wracają do mnie w wyobcowanym majestacie, który każe je traktować jako własne, choć zarażone obcością, jak wtedy gdy ukochana dłoń pokazuje skrawek granatowego nieba widziany z mostu.

Co to za myśli? Jedna z nich: samotność nie jest klęską, lecz szansą, nie zamknięciem, lecz otwarciem, nie przekleństwem, lecz zarysem przyszłości, nie alienacją, lecz ciekawością. Wszystko jest jeszcze możliwe w pustym teatrze, na progu domu, na schodach, w pociągu. Ta nieugięta możliwość kryje się w słonecznych plamach Hoppera".

1 komentarz: