niedziela, 28 lutego 2010
Teksty Prousta
Znalazłam stronę, na której jest dostęp do bogatego zbioru mniej znanych i trudniej osiągalnych w Polsce tekstów Prousta po angielsku. Zbiór obejmuje listy, artykuły, recenzje, pastisze, poezję i juvenalia. Myślę, że warto zajrzeć tam od czasu do czasu. Kliknij tutaj.
niedziela, 31 stycznia 2010
Pewnego razu w przeszłości
"Pomimo istnienia zegarów i regularnych obrotów Ziemi doświadczany przez nas czas biegnie różnymi prędkościami. Wrażenie to zazwyczaj odrzuca się jako subiektywne, jako że czas zgodnie z dziewiętna- stowiecznym wyobrażeniem jest obiektywny, niepodważalny i obojętny; jego obojętność nie ma granic.
A jednak może nie należy tak szybko odrzucać naszego doświadczenia. Załóżmy, że przyjmiemy lekcję zegarów: czas nie spowalnia ani nie przyspiesza. Ale czas wydaje się biec różnymi prędkościami, ponieważ nasze doświadczenie jego przepływu zawiera w sobie nie jeden, a dwa przeciwstawne sobie dynamiczne procesy: skupienia i rozpraszania.
Im głębsze jest doświadczenie momentu, tym większa koncentracja doświadczenia. Dlatego właśnie przeżywamy taki moment jako dłuższy. Przeciwstawia się on rozproszeniu upływającego czasu. Przeżywane trwanie czasu nie jest kwestią jego długości, lecz głębi czy gęstości. Proust to rozumiał.
Nie jest to jednak jedynie prawda kulturowa. Naturalny odpowiednik okresowego wzrostu gęstości przeżywanego czasu można znaleźć w owych dniach wiosną lub wczesnym latem, gdy słońce operuje na przemian z deszczem, a rośliny rosną nieomal na naszych oczach, o kilka milimetrów czy nawet centymetrów dziennie. Te godziny zdumiewającego wzrostu i skupienia ożywionej materii są niewspółmierne z godzinami zimy, gdy ziarno spoczywa nieruchomo w ziemi".
John Berger, Nasze twarze, moje serce, zwięzłe jak fotografie, przeł. M. Chojnacki, czuły barbarzyńca 2006.
A jednak może nie należy tak szybko odrzucać naszego doświadczenia. Załóżmy, że przyjmiemy lekcję zegarów: czas nie spowalnia ani nie przyspiesza. Ale czas wydaje się biec różnymi prędkościami, ponieważ nasze doświadczenie jego przepływu zawiera w sobie nie jeden, a dwa przeciwstawne sobie dynamiczne procesy: skupienia i rozpraszania.
Im głębsze jest doświadczenie momentu, tym większa koncentracja doświadczenia. Dlatego właśnie przeżywamy taki moment jako dłuższy. Przeciwstawia się on rozproszeniu upływającego czasu. Przeżywane trwanie czasu nie jest kwestią jego długości, lecz głębi czy gęstości. Proust to rozumiał.
Nie jest to jednak jedynie prawda kulturowa. Naturalny odpowiednik okresowego wzrostu gęstości przeżywanego czasu można znaleźć w owych dniach wiosną lub wczesnym latem, gdy słońce operuje na przemian z deszczem, a rośliny rosną nieomal na naszych oczach, o kilka milimetrów czy nawet centymetrów dziennie. Te godziny zdumiewającego wzrostu i skupienia ożywionej materii są niewspółmierne z godzinami zimy, gdy ziarno spoczywa nieruchomo w ziemi".
John Berger, Nasze twarze, moje serce, zwięzłe jak fotografie, przeł. M. Chojnacki, czuły barbarzyńca 2006.
niedziela, 10 stycznia 2010
sobota, 9 stycznia 2010
O zasypianiu
"Słońce było mu wrogiem. Nauczył się coraz bardziej żyć w nocy, coraz więcej posługiwał się narkotykami dla uśmierzenia duszności i sprowadzenia opornego snu. Bezsenne noce pogłębiły jego refleksje, cierpienie wyostrzyło jego zmysły. Pozwoliły nadać niepowtarzalny klimat powieści 'W poszukiwaniu straconego czasu'" - tak o Marcelu Prouście napisał Tadeusz Boy-Żeleński. W tym wypadku bezsenność przyczyniła się do powstania wielkiego dzieła. Mam nadzieję, że nie był/nie będzie to wyjątek.
„Można się bać bezsenności, nie bojąc się poważnego pojedynku, można bać się szczura, a nie bać się lwa”.
„Można się bać bezsenności, nie bojąc się poważnego pojedynku, można bać się szczura, a nie bać się lwa”.
wtorek, 5 stycznia 2010
O melancholii i Saturnie
sobota, 2 stycznia 2010
czwartek, 24 grudnia 2009
środa, 23 grudnia 2009
Magdalenki
Polecam artykuł Krzysztofa Rutkowskiego poświęcony historii magdalenki, która jest - o dziwo! - ciastkiem posiadającym polski rodowód. Zapraszam też do próby własnego wyrobu magdalenek.
Przepis na magdalenki
* 15 dkg masła
* 6 jajek
* 20 dkg mąki
* 20 dkg cukru pudru
* łyżeczka proszku do pieczenia
* 25 g rumu
- masło ucierać 10 minut na puszystą masę z cukrem pudrem
- dodawać pojedynczo jajka, ucierać 3 minuty za każdym razem
- wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia
- dodać rum i wymieszać
- przygotowane ciasto nakładać do wysmarowanych masłem i posypanych mąką foremek w kształcie małych, prążkowanych muszelek; wypełnić foremki do 3/4 wysokości
- piec 10-15 minut w gorącym piekarniku
Pamięć ukryta w magdalence
Przepis na magdalenki
* 15 dkg masła
* 6 jajek
* 20 dkg mąki
* 20 dkg cukru pudru
* łyżeczka proszku do pieczenia
* 25 g rumu
- masło ucierać 10 minut na puszystą masę z cukrem pudrem
- dodawać pojedynczo jajka, ucierać 3 minuty za każdym razem
- wsypać mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia
- dodać rum i wymieszać
- przygotowane ciasto nakładać do wysmarowanych masłem i posypanych mąką foremek w kształcie małych, prążkowanych muszelek; wypełnić foremki do 3/4 wysokości
- piec 10-15 minut w gorącym piekarniku
Pamięć ukryta w magdalence
niedziela, 13 grudnia 2009
Cisza
"Siedzę i słucham ciszy. Pokój jest po prostu wybielony wapnem. Czasem na białym suficie wystrzeli kurza łapka pęknięcia, czasem płatek tynku obsuwa się z szelestem. Czy mam zdradzić, że pokój mój jest zamurowany? Jakżeż to? Zamurowany? W jakiż sposób mógłbym zeń wyjść? Otóż to właśnie: dla dobrej woli nie ma zapory, intensywnej chęci nic się nie oprze. Muszę sobie tylko wyobrazić drzwi, dobre stare drzwi, jak w kuchni mego dzieciństwa, z żelazną klamką i ryglem. Nie ma pokoju tak zamurowanego, żeby się na takie drzwi zaufane nie otwierał, jeśli tylko starczy sił, by mu je zainsynuować".
B. Schulz, Samotność
B. Schulz, Samotność
sobota, 12 grudnia 2009
Kuchnia Franciszki
"Do trwałego kapitału jajek, kotletów, ziemniaków, konfitur, biszkoptów, których Franciszka nawet nie zapowiadała, zawsze dodawała coś, zależnie od urodzaju pól i sadów, produktów morza, okoliczności handlu, uprzejmości sąsiadów i jej własnego geniuszu, tak że nasze menu, niby owo czworoliście rzeźbione w XIII wieku na portalach katedr, odbijało po trosze rytm pór roku i wydarzeń. Więc błękitną flądrę, bo kupczyni zaręczała, że jest świeża; indyczkę, bo Franciszka zobaczyła ładną na targu w Roussainville-le-Pin; karczochy na szpiku, bo nam ich jeszcze nigdy nie przyrządzała w ten sposób; pieczeń baranią, bo świeże powietrze trawi i będzie jeszcze czas uporać się z nią do siódmej; szpinak dla odmiany, morele, bo to jeszcze rzadkość, porzeczki, bo za dwa tygodnie już ich nie będzie, maliny, które Swann przyniósł umyślnie, wiśnie, pierwsze z naszego sadu po dwóch latach nieurodzaju, ser śmietankowy, który dawniej lubiłem, torcik migdałowy, bo go zamówiła w wilię, ciasto drożdżowe, bo na nie była kolej. Kiedy się skończyło to wszystko, zjawiał się, przyrządzony oficjalnie dla nas, ale dedykowany osobliwiej ojcu, który był jego koneserem, krem czekoladowy, natchnienie i kokieteria Franciszki: zjawiał się przed nami, lekki i zwiewny, niby okolicznościowy utwór, w który autorka włożyła cały swój talent. Ten, kto by się uchylił od skosztowania: Skończyłem już, nie jestem głodny, ściągnąłby się natychmiast do rzędu prostaków, którzy nawet wówczas, kiedy artysta ofiaruje im swoje dzieło, zwracają uwagę jedynie na wagę i na materiał, gdy tu wyłącznie znaczy intencja i podpis. Zostawić bodaj jedną kroplę na talerzu świadczyłoby o takim samym braku wychowania co wstać przed końcem produkcji pod nosem kompozytora".
Kto nie jadł pasztetu z gęsiej wątroby, nie jest w pełni człowiekiem. Kto się nigdy nie obżerał serem, kto nie przeholował ze słodyczami, nie wie, czego się można od życia spodziewać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

