
Szczęśliwe chwile samo-świadomości i poczucia odrębnego, scalonego bycia uzależnione są od jednostkowej wrażliwości i od umiejętności twórczego przeżywania każdej danej godziny, którą już w momencie „odbierania” trzeba „oddawać”, a jeszcze później umieć wydobyć z przeszłości. Oczywiście, przeszłość zawsze pozostaje „kamieniem granicznym”, jaki narzuca rozmiar sfery teraźniejszej, a w ten sposób rzutuje na przyszłość. Doznawanie otwartości i nieskończoności czasu to zarazem zgoda na jego upływanie, które można złagodzić intensywnym doświadczaniem każdej chwili. Jak pisze Julia Kristeva, „w otwarciu niepełności, w zawieszeniu, którego oczekujemy, jest być może szansa doświadczenia czasu odczuwalnego, zmysłowego [le temps sensible]. Doznawanie utraty czasu [le temps se perdre] to zarazem poszukiwanie doświadczania jego rozpadu. To również ustanowienie czasu w ujściu jego trwania, które znaczy, i w ujściu spostrzeżenia, które (jeszcze albo już) posiada sens, na krawędzi pomiędzy «ja» [«je»] i «Być» [«Être»]. A między nimi jest kalejdoskop wrażeń i charakterów, które wytyczają niezmierzoną przestrzeń, od Combray aż do Końca, od zdania «Długi czas [longtemps] kładłem się spać wcześnie» aż do «obszaru nieskończenie się rozciągającego […] w Czasie [le Temps]»” [J. Kristeva, Le Temps sensible. Proust et l’expérience littéraire, Paris, Gallimard, 1994, s. 564].
Czas, odpowiednio doświadczany, nie musi być czarną dziurą, która pochłania energię, emocje i pamięć. Czasowemu rozproszeniu da się zaradzić. „Czas zwykły” może stać się le temps sensible, „długim trwaniem” krótkiego przebłysku czasu – także w komentarzu Bergera: „Im głębsze jest doświadczenie momentu, tym większa koncentracja doświadczenia. Dlatego właśnie przeżywamy taki moment jako dłuższy. Przeciwstawia się on rozproszeniu upływającego czasu. Przeżywane trwanie czasu nie jest kwestią jego długości, lecz głębi czy gęstości. Proust to rozumiał” [J. Berger, Nasze twarze, moje serce, zwięzłe jak fotografie, przeł. M. Chojnacki, czuły barbarzyńca, Warszawa 2006, s. 38]. Intensywność, gęstość przeżycia czasu chwilowego ten czas, choć z natury płynny, zamraża. Może stać się epifanią, próbą wyrażenia (w literaturze nowoczesnej) niewyrażalnego (a na pewno trudnego do wyrażenia), nieobliczalnego przeżycia, w którym człowiek staje się medium tego, co pozaludzkie, miejscem przenikania się niepodobnych do siebie sfer. Epifania jest jedyną perspektywą, w której ujawnia się cała fragmentaryczna i niespójna podmiotowość nowoczesna w procesie tworzenia spoistości; ta koherencja jest osiągalna poprzez poznanie i interferencję z rzeczywistością odmienną od „ja”. Chwila ujęcia źródłowego sensu często powraca, nurtuje pamięć. Pojawiają się „zachwycenia”, „zadziwienia” albo po prostu błyski szczęścia i pewności, kontakt z sacrum. I najważniejsze: epifania posiada moc przywracania tego, co utracone. W tym punkcie przypomina koncepcję apokatastazy – odrodzenie i powtórzenie życia poza czasem, w przestrzeni idealnej. Jest w niej coś z poszukiwania czasu utraconego i z „wielkiego powrotu” do przestrzeni pozaczasowej, odnalezionej (rodzaj anamnesis).
_____________________________________________________________
To jest fragment mojego artykułu pt. Utrata, jedna z (możliwych) przyczyn smutku myśli, który został opublikowany na łamach "Podtekstów" 2008, nr 2.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz